Chamskie zachowanie kontrolerów wrocławskiego MPK

Niejednokrotnie krytykowałem oficjalnie pracę wrocławskiego MPK. Jak się nie domyśliłem, że przyciskiem w nowych Škodach jest listewka i motorniczy darł się w niebogłosy, co to nie on, to pisałem. Jak innym razem inny próbował mnie zamordować tramwajem na przejściu dzwoniłem. Ale co, do cholery mam zrobić, żeby MPK działało dobrze?

Dzisiaj stwierdziłem, że nie. Nie dość, że wyślę do nich wiadomość trzema niezależnymi kanałami, to do tego powklejam ją w różne miejsca. Niestety szanse na zmianę są nikłe, wszak MPK to monopolista. Żeby się nie powtarzać, treść mojej wiadomości poniżej:

Dnia 9 listopada 2013 roku ok. 19:20 wsiadłem na Krzykach we Wrocławiu w pierwszą część tramwaju Konstal 105 Na Wr linia 17 w kierunku Sępolna, nr przedniej części 2464, rok prod. 1988, brygada 1. Rozpoczęła się kontrola biletów wykonywana przez trzy osoby: kobietę o czerwonych włosach, ciemnych i mężczyznę w czapce. Wszystkie trzy osoby miały okulary. Osoba o czerwonawych włosach zaczęła dyskutować ze mną (nie ujawniając swej tożsamości) na temat trzymanego przeze mnie dywanu (NB miałem ważny bilet miesięczny i skasowany bilet za 1,50 zł za ponadwymiarowy bagaż). Zaczęła oglądać dywan, zadała kilka pytań o wzór (w tym dwa, żeby upewnić się, że dywan jest bez wzorków, z czego drugie było naprawdę głupie) i dotykała dywanu bez mojego pozwolenia. Oczywiście pojawiło się też pytanie o cenę przeplatane historyjkami o tym, że też ma taki dywan (a co mnie to?) i że ma psa. Moment, w którym moja cierpliwość się skończyła, był momentem, w którym stwierdziła, że sprawdza bilety. Poddałem się procedurze kontrolnej okazując bilet i legitymację z biletem elektronicznym. Kontrola zakończyła się pozytywnie. Podczas kiedy patrzyłem, jak mężczyzna nieudolnie próbuje sprawdzić bilet mojej dziewczyny i prawdopodobnie resetuje terminal, podeszła do mnie trzecia osoba, czyli kobieta o ciemnych włosach. Ignorując kierowaną do niej przez mężczyznę uwagę na ten temat, znowu wszczęła procedurę sprawdzania biletu i kontynuowała ją pomimo powtórnego zwrócenia uwagi. Oczywiście procedura znowu zakończyła się pozytywnie. Na koniec ciemnowłosa podeszła do mnie i nie mówiąc nic (w myśl zasady: ani „dzień dobry”, ani „pocałuj mnie w d*pę”) po prostu odgięła fragment dywanu i sobie na niego spojrzała. Potem ta trójka ludzi wysiadła gdzieś, a ja odetchnąłem z ulgą i wymieniłem ze swoją dziewczyną uwagi nt. ich chamskiego zachowania.

Ja rozumiem, że kontroler biletów może (lub nawet powinien) stwarzać miłą atmosferę swej pracy, żeby pasażerom było miło. OK. Ale są pewne granice… Głupie gadki i dotykanie cudzych rzeczy są ewidentnym przekroczeniem granic dobrego wychowania i nie powinny się zdarzyć w cywilizowanym świecie. Dlatego liczę, że odpowiedni ludzie we wrocławskim MPK zajmą się tą sprawą i wyciągną konsekwencje, o których oczywiście mnie powiadomią. Liczę też, że MPK usunie tego wyjca koło Arkad, bo puszczanie takich melodyjek, nie dość, że zaciemnia przekaz, to wywołuje skręt kiszek. Nazwy przystanków nie powinny się zmieniać w imię reklamowania jakiegoś muzeum vide Bunkier na Strzegomskim czy jakiejś parodii teatru vide Arkady, tylko pełnić funkcję informacyjną.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wrocław. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Chamskie zachowanie kontrolerów wrocławskiego MPK

  1. Leszek Tuzinkiewicz pisze:

    Michał, nie przejmuj się. Myślę, ze najwazniejsze, ze podwojna kontrola zakonczyla sie powodzeniem i nikt nie poplamil niczym dywanu, a takze go nie zniszczyl. Pozdrawiam, Leszek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *